Kosmetycznie

Czy istnieje idealny szampon do włosów? Oraz dlaczego nie nadaję się na włosomaniaczkę

Ile razy przydarzyło Ci się, że ktoś, dowiadując o twoim zainteresowaniu kosmetykami, mówi: O super, to polecisz mi dobry krem/szampon/odżywkę… Niestety na takie pytanie nie ma łatwej odpowiedzi, zwłaszcza, że takie osoby oczekują produktu, który będzie robił WSZYSTKO.

Dziedziną, w której moja pielęgnacja chyba najbardziej kuleje są włosy. Wstyd się przyznać, ale nie mam serca do stosowania odżywek, masek i innych czasochłonnych zabiegów pielęgnacyjnych. Na pewno mojego zaangażowania nie poprawia fakt, że moje włosy, mimo że jest ich sporo, są bardzo cienkie i łatwo je obciążyć. Jednocześnie są suche i sianowate. Większość kupnych kosmetyków albo ich nie nawilżała dostatecznie, albo powodowała efekt strąkow i przyklapu i włosy koniec końców wyglądały gorzej niż wcześniej. Najlepiej służyły im odżywcze mgiełki własnej roboty (dla zainteresowanych mogę wrzucić kilka sprawdzonych przepisów), ale moje lenistwo zwyciężyło i stosowałam je bardzo nieregularnie. Podobnie było z olejowaniem, na które w tamtym momencie był istny szał w blogosferze. Tak naprawdę, jednym kosmetykiem do włosów, który stosuję naprawdę regularnie, jest (z oczywistych względów) szampon. Potrzebowałam takiego, który będzie stanowił kompletny produkt do pielęgnacji. Jeszcze jedno – włosy myję praktycznie codziennie, dlatego ważne jest dla mnie również to, by nie powodował podrażnień i nadmiernego przesuszenia.

Idealny, czyli taki, który oczyszcza, odżywia i nawilża

Nie istnieje szampon, który spełni wszystkie te warunki (a przynajmniej ja o takim nie słyszałam). Metodą prób i błędów doszłam do takiego momentu w mojej rutynie pielęgnacyjnej, w której potrzebuję trzech szamponów, do trzech różnych zadań. Tak, zgadza się, używam naraz trzech różnych szamponów, wg schematu poniżej:

jak wybrać najlepszy szampon do włosów

Oczyszczanie

Do tej kategorii zaliczają się wszystkie mocno oczyszczające kosmetyki, czyli w zasadzie większość szamponów oferowanych nam w sklepach. Moja skóra głowy jest sucha i wrażliwa, dlatego łatwo o przesuszenie, skutkujące swędzeniem i łuszczeniem. Jeden raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu (gdy moje włosy się wyjątkowo przetłuszczają) w zupełności mi wystarczy, by porządnie oczyścić skórę głowę i pozbyć się tego, z czym mogły sobie nie poradzić łagodniejsze kosmetyki. Po takim umyciu włosy są puszyste i sprężyste, mają piękną objętość, ale umyte drugi raz z rzędu tym samym szamponem mogły by się zrobić splątane i przesuszone.

W tej kategorii nie ma ideału, ale fajnie sprawdzały się w tej roli ekologiczny szampon z Yves Rocher (ten zielony z serduszkiem), Jantar z wyciągiem z bursztynu, klasyczny Head&Shoulders.

Czego szukamy? Jak najprostszego składu, nie zrażamy się detergentami, np.  SLES, bo ten kosmetyk ma jedynie oczyszczać, a one właśnie do tego służą

Odżywanie

Aby włosy były lśniące i odżywione, musimy je nie tylko oczyszczać, ale także „nakarmić”. W tym kroku włączamy produkty bogate w ekstrakty, zioła i inne substancje aktywne, wszystko na bazie łagodnego detergentu. Co dokładnie ma zawierać, zależy już od naszych potrzeb. Mam skłonność do wypadania włosów, więc sama szukam zawsze ekstraktów z ziół wzmacniających i pobudzających cebulki włosów, jak rozmaryn, skrzyp, cedr.

Mój ideał: cedrowe mydło Bania Agrafii. Używam, uwielbiam, czasami muszę sobie od niego zrobić przerwę, ale zawsze potem wracam i na nowo się zachwycam. Sprawdzałam też ich białe mydło i to nie było to. Włosy lśnią, są odbite od nasady, wypadają mniej.

Co jeszcze się sprawdziło? Większość ziołowych szamponów (np. Barwa) były zbyt agresywne. Fajne sprawdzały się moje domowe mieszanki na bazie żelu Babydream z Rossmanna, który mieszałam z odwarem z mydlnicy i wybranymi ekstraktami ziołowymi. Nie mogę odżałować świetnego szamponu z Malwa Pollena z ekstraktem czarnej rzepy. Był wprawdzie na bazie SLES, ale w ogóle nie podrażniał, włosy rosły jak szalone, a kosztował całe 3 złote w osiedlowym Lewiatanie. Niestety, już nie do kupienia. Smutki, smuteczki.

Czego szukać? Tego, co służy naszym włosom. Jak wspomniałam, dla mnie są to ekstrakty ziołowe. Ktoś inny może potrzebować protein, które ja raczej omijam. To najbardziej indywidualny punkt z tego planu.

I ostatni, ale równie ważny punkt, czyli nawilżanie

Wszystkie te dobroci, wymienione w poprzednim akapicie, mogą się (a w zasadzie na pewno) przyczynić do przesuszenia włosów. Tutaj szukamy produktu wypełnionego humektantami (nawilżaczami), mile widziane są tez naturalne oleje, które zatrzymają efekt nawilżenia na trochę dłużej. Dlatego stosujemy go naprzemiennie z ziołowym szamponem, żeby zapobiec efektowi „poziołowego siana” lub przeproteinowaniem włosów.

Mój ideał: balsam myjący do włosów Sylveco Genialny produkt, stanowi brakujące ogniwo między szamponem a odżywką. Włosy są nawilżone, oczyszczone, ale nie przeciążone. Wiem, że dla niektórych cena jest wysoka, ale dla mnie jest zupełnie adekwatna, biorąc pod uwagę jego jakość i wydajność.

Co jeszcze się sprawdziło? Ciężko tutaj o jakiś zamiennik. Niezły był szampon z Yves Rocher z macadamią (mimo, że był na bazie SLES), w kolejce do przetestowania mam też wersję z owsem.

Czego szukać? Celujemy w produkty do włosów suchych i łamliwych, najlepiej na bazie łagodnych detergentów, napakowanie olejami i takimi składnikami, jak np.  aloes, miód, owies, len. Jeśli myjesz włosy odżywką i lubisz, to nada się idealnie:)

Każdy z wymienionych wyżej produktów stosowany samodzielnie raczej by się nie sprawdził. W połączeniu z uzupełniającymi go produktami – działa znakomicie i zdarza mi się dostawać komplementy na temat moich włosów, chociaż tak niewiele przy nich robię.

A Ty stawiasz na jeden produkt czy raczej na kilka?