Kosmetycznie

Farbowanie henną włosów w domu od A do Z – wady i zalety

Henna na moich włosów gości niemal nieprzerwanie od około 10 lat. Zawsze marzyłam o rudych włosach, ale bałam się, że zwykła farba z drogerii nie dość, że mnie uczuli, to jeszcze zniszczy moje słabe włosy. Gdy przeczytałam gdzieś artykuł o hennie i jej dobroczynnych właściwościach, nabrała mnie ochota na eksperyment. Były to jeszcze dla mnie czasy przed-internetowe i przed-allegrowe, dlatego obeszłam chyba całe miasto w poszukiwaniu tak „egzotycznego” produktu. Henna taka prawdziwa w proszku i bez domieszek była dostępna jedynie w jednej drogerii i jednym sklepie zielarskim. Farba firmy Eld (innej marki nie było, chyba że pseudo henna w tubce) sprzedawana była w małych torebeczkach po 25 g. Dziś takiego problemu na szczęście nie ma i prawdziwą, dobrą jakościowo hennę można kupować nawet na kilogramy, jeśli mamy taką fantazję (i fundusze).

Jestem wielką fanką farbowania włosów henną (czyli sproszkowanym zielem lawsonii bezbronnej, bo z tej rośliny uzyskujemy barwnik określany jako henna), ale nie znaczy to, że nie widzę jego wad. Zanim przejdę do tego, co i jak, przedstawię pokrótce plusy i minusy ziołowych farb do włosów.

vargazs / Pixabay

Pozytywy:

  • ziołowe farby nie niszczą włosów, wręcz przeciwnie, chronią je przed czynnikami zewnętrznymi poprzez „obudowanie” włosa
  • nie podrażnia skóry, a zapach nie dusi tak jak farby tradycyjne
  • kolor uzyskany za pomocą henny nie jest płaski, wygląda bardzo naturalnie
  • nadaje piękny blask oraz refleksy
  • nadają niesamowitej objętości, pogrubiając włos
  • odkąd regularnie stosuję hennę, skóra głowy przestała się przetłuszczać. Efekt mija, gdy wyhoduję za duże odrosty, dlatego to na pewno zasługa lawsonii
  • u początkujących odrosty nie są tak widoczne, bo barwnik stopniowo wypłukuję się i nie rzuca się tak to w oczy jak przy farbach drogeryjnych. Niestety u osób, które jak ja farbują nieprzerwanie od wielu lat, ta zasada już nie działa
  • jest stosunkowo tania – 100 g henny dobrej jakości kupimy od 20 – 25 zł, ale są też tańsze, parę razy kupiłam farbę firmy Mumtaz, 100 g kosztuje aktualnie ok. 8 zł i była całkiem niezła
  • w porównaniu do innych naturalnych sposobów (jak rumianek, łupiny cebuli i inne cuda) jest to trwała metoda
  • nic się nie marnuje – jeśli zostanie nam pasty, możemy ją zamrozić na potem bez wpływu na jej skuteczność
  • przyrządzenie mieszanki jest proste – nie wymaga specjalnych umiejętności ani sprzętów

Co może nam przeszkadzać?

  • przede wszystkim czasochłonność. Na robienie henny dobrze jest sobie zaplanować cały dzień. Podobno istnieją szczęściary, którym barwnik chwyta od razu, ale ja do nich nie należę i 6 godzin trzymania farby na głowie to dla mnie absolutne minimum, łącznie z myciem włosów przed, nakładaniem oraz płukaniem po robi się nam cała dniówka. Czasami dużo się dzieje i ciężko mi zaplanować dzień siedzenia kamieniem w domu, więc zdarza mi się chodzić ze sporym odrostem (fstyt i chańba), dopóki nie wyrwę wolnego dnia
  • częściowo zahacza o poprzedni punkt – farbowanie trzeba zaplanować. Przygotowuję mieszankę tradycyjną metodą i pasta musi swoje odstać – przeważnie rozrabiam ją dzień wcześniej wieczorem i dojrzewa przez noc
  • słabo dostępna stacjonarnie – oprócz wspomnianej henny Eld (uwaga, jednym kolorem, gdzie faktycznie mamy w składzie czystą hennę, jest kolor „Chna” i raczej nie polecam tej marki), widziałam w zielarniach farby firmy Khadi (przyzwoitej jakości, ale droższe). Cenowo i jakościowo wypada to dużo gorzej niż farby dostępne online
  • wysusza włosy oraz skórę głowy – po zabiegu należy zadbać o nawilżenie. Jeśli masz suche końcówki, radzę się ich pozbyć wcześniej – farbowanie jeszcze podkreśli ich suchość i nasze włosy będą wyglądać jak miotła
  • bałagan – wszędzie. Radzę nie pucować łazienki  i szorować wanny wcześniej, bo choćby się nie wiem jak starać, kropki pasty o podejrzanym zielonkawo-brązowym kolorze będą WSZĘDZIE
  • henna farbuje WSZYSTKO – oprócz naszych włosów zabarwi skórę głowy, palców (malowanie paznokci potem obowiązkowe), ręczniki i poduszkę. Oraz, jeśli pasta będzie za rzadka, w gratisie mamy piękne pomarańczowe zacieki na twarzy i szyi. True story – kiedyś wpadłam na genialny pomysł farbowania włosów, nie zastanawiając się, że następnego dnia mam praktyki. Wspomnienie, jak prowadziłam w liceum zajęcia na zaliczenie ze świadomością, że jestem w cętki – bezcenne.
  • to akurat mnie osobiście nie przeszkadza, ale dla niektórych może to stanowić problem – zapach. Henna pachnie w dość charakterystyczny sposób, ziołowy aromat jest intensywny
  • jak każde zioło czy naturalny kosmetyk może uczulić
  • nie mamy dużego wpływu na kolor – zawsze chciałam pofarbować się na płomienną, ognistą rudość. Niestety, mój naturalny kolor jest zbyt ciemny, by uzyskać taki efekt za pomocą henny
  • paleta ziołowych farb jest mocno ograniczona – farbując henną możemy uzyskać jedynie odcienie od rudości do kasztanowego. Jeśli pobawimy się w mieszanki z indygo, rozszerzamy kolorystykę do brązów. Nie jest możliwe rozjaśnienie do odcienia blond – zdarzyło mi się testować na mojej mamie odcień farby Eld „Blond”. Z tego co pamiętam, miała w składzie rumianek i kurkumę, a jednym efektem był straszliwy bałagan, bo pasta się kruszyła jeszcze bardziej niż ta z henny
  • podobno może dać niepożądane rezultaty, jeśli włosy były wcześniej farbowane chemicznymi farbami – tutaj ciężko mi się wypowiedzieć, bo sama nigdy nie farbowałam inaczej niż ziołami
Kenvic / Pixabay

Czy warto w ogóle się w to bawić?

Na pierwszy rzut oka ilość minusów może odstraszać, ale moim zdaniem efekt jest wart tych starań. Włosy lśnią i wyglądają na odżywione, są uniesione od samej nasady. Dzięki hennie zapomniałam co to łupież, a moje cienkie włosy prezentują się bardziej okazale. Kilka lat temu zrobiłam dłuższą przerwę, żeby na próbę wrócić do naturalnego koloru włosów. Szybciutko się z henną przeprosiłam, jak moja fryzura zaczęła przypominać jakieś smętne oklapłe ogryzki zamiast czupryny, do której się przyzwyczaiłam.

Jeśli zachęciłam Cię do wypróbowania henny i nie zniechęciła Cię wizja upapranej łazienki, zapraszam do następnego wpisu za tydzień, gdzie podzielę się moim sposobem na przygotowanie pasty, aplikowanie jej oraz  przedstawię kilka trików ułatwiających cały proces.