Recenzje kosmetyków

Kuracja na gorąco Farmona – czy uratowała moje włosy po urlopie? Recenzja, efekt PRZED i PO

W jednym poście, dokładnie tym klik, pokazywałam, że skusiłam się na bursztynową kurację na gorąco marki Farmona. Gdy wróciłam z urlopu, włosy i skóra były tak przesuszone, że moja standardowa „szamponowa” pielęgnacja włosów nie dawała rady. Była to idealna okazja, by sprawdzić, czy produkt spełnia obietnice producenta.

Jaki był stan moich włosów przed zastosowaniem kuracji?

Krótko mówiąc: tragiczny. Nie chciałam wlec ze sobą za wiele produktów na wyjazd, więc zapakowałam jedynie małe pudełeczko, do którego przełożyłam białe mydło Agrafii. Miało mi służyć jako szampon i do mycia buzi. Niestety, ale używane dzień w dzień było zbyt agresywne i po powrocie włosy wyglądały jak kupka siana. Dodatkowa łamały się na potęgę, tak że na grzebieniu zostawała cała garść. Czyli były dokładnie takie, dla jakich jest dedykowana kuracja – suche i łamliwe. Pourlopowe siano w pełnej krasie:

efekty kuracji jantar na gorąco

 

Co obiecuje producent i co znajdziemy w środku?

Dziś wyjątkowo nie omówię składu krok po kroku, ponieważ w zasadzie otrzymujemy 3 różne produkty o dość długich składach i ten wpis nigdy by się nie skończył :). Efektem zastosowania całości mają być „nawilżone, mocne, pełne witalności, jedwabiście gładkie i miękkie włosy”. W kartoniku znajdziemy trzy saszetki oraz foliowy czepek.

kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu recenzja

Krok 1. Regenerująca maska olejowa

Skład INCI: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Cetearyl Alcohol*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Glycerin*, Behentrimonium Chloride, Hydrolyzed Silk, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil*, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Propylene Glycol, Amber Extract*, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dimethiconol, Hydroxyethylcellulose, Parfum (Fragrance), Limonene

Po wodzie i silikonie znajdziemy w masce takie oleje jak olej awokado, kokosowy, nieco dalej olej jojoba i arganowy. Mamy tez różne nawilżacze – gliceryna, mocznik, glikol propylenowy. W masce odnajdziemy również hydrolizat jedwabiu oraz obiecany wyciąg z bursztynu. Sama maska ma przyjemną, lejącą konsystencję. Jedynie zastrzeżenia miałabym do ilości, bo przy mojej długości włosów było jej naprawdę na styk. Tak jak zaleca instrukcja, najpierw maskę podgrzałam w miseczce gorącej wody, a następnie na pokryte nią włosy nałożyłam załączony czepek oraz dodatkowo zawinęłam głowę w turban z ręcznika, by lepiej trzymało się ciepło.

Krok 2. Szampon nawilżający

INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Urea, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Amber Extract*, Inulin*, Panthenol, Soluble Collagen, Sodium Cocoamphoacetate, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone

Skład szamponu jest dość średni. Co prawda, mamy dość wysoko mocznik, mamy też fajne składniki, jak wyciąg z bursztynu, panthenol, kolagen, ale jednocześnie substancją myjącą (oraz patrząc na resztę składu, chyba też głównym składnikiem) jest SLES, dość wysoko mamy też chlorek sodu (czyli sól), a więc składniki o działaniu przeciwstawnym, mogące powodować przesuszenie oraz podrażnienie.

Szampon pienił się jak dziki i bez problemu zmył maskę, ale że działał nawilżająco, to bym nie powiedziała.

Krok 3. Balsam wygładzający

INCI: Aqua (Water), Cetyl Alcohol*, Behentrimonium Chloride, Glycerin*, Propylene Glycol, Equisetum Arvense (Horsetail) Herb Extract*, Cetearyl Alcohol*, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Inulin*, Hydrolyzed Keratin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance)

Balsam zawiera głównie substancje mające za zadanie wygładzić i ułatwić rozczesywanie: alkohol cetylowy, inulinę, behentrimonium chloride. Z substancji czynnych mamy m. in. ekstrakt ze skrzypu polnego, keratynę, proteiny zbożowe.

Zgodnie z sugestią, że jeśli nasze włosy potrzebują intensywnego odżywienia, nie powinniśmy balsamu spłukiwać, zostawiłam go początkowo na włosach. Jednak widząc, że włosy nic a nic nie schną i są przeciążone, ostatecznie po półgodzinie go spłukałam, by nie ryzykować „przyklapu” na następny dzień.

Czas na podsumowanie: efekt

Już podczas spłukiwania włosów czułam różnicę. Włosy były wyraźnie gładsze i bardziej dociążone. Gdy wyschły, prezentowały się następująco:

kuracja na gorąco efekt po

Wydaje mi się, że różnica jest dość widoczna. Włosom daleko do ideału ale jest to dobry punkt wyjścia do doprowadzania ich z powrotem do ładu. Ponieważ publikuję recenzję po pewnym czasie, z pewnością mogę powiedzieć, że włosy przestały się łamać i sterczeć na wszystkie strony.

Czy kupię ponownie?

Nie wydaje mi się. Efekty są niezłe, ale myślę, że gdybym pogrzebała w szafce z kosmetykami i półproduktami, mogłabym skomponować podobny zestaw. Kupując kurację, chciałam produktów mocno nawilżających i odżywiających, takich, jakich na co dzień nie używam, bo nie mam takiej potrzeby. Nie widzę sensu inwestowania w kosmetyki, które będą mi potrzebne tylko na krótki okres czasu, zakup jednorazowych porcji byłby wtedy idealnym wyjściem.

jantar kuracja na gorąco test

Podsumowując, jest to dla mnie produkt średni – ani dobry, ani zły. Nie żałuję zakupu, ale raczej nie skuszę się ponownie.