przykładowa pielegnacja wrażliwej skóry
Kosmetycznie

Pielęgnacja twarzy – jak to u mnie wygląda? Demakijaż dla cery suchej w trzech odsłonach

Dziś wpis, do którego zbieram się w zasadzie od momentu założenia tego bloga, czyli podsumowanie mojej aktualnej pielęgnacji. Na początek może napiszę dokładnie, jaki jest mój typ skóry. Jestem posiadaczką wrażliwej cery, skłonnej do podrażnień i przesuszeń.  Odkąd „nawróciłam” się na świadomą pielęgnację, przestały się u mnie pojawiać zmiany skórne, charakterystyczne dla AZS (w przypadku twarzy były to szczególnie czerwone placki i łuszcząca się skóra na powiekach). Przez większość życia moja cera była bardzo sucha, obecnie coraz bardziej staje się mieszana. O alergii  i AZS napiszę przy innej okazji, dziś skupię się stricte na stronie „kosmetycznej” i na pielęgnacji twarzy. Na zdjęciu postarałam się zebrać wszystkie produkty, niezbędne w mojej rutynie pielęgnacyjnej i aż się zdziwiłam, że zebrało się tego aż tyle. Oceńcie same, czy to mało czy dużo? Jak dla mnie całkiem nieźle, jak na kogoś, komu kiedyś wystarczał olej arganowy i biała glinka. To był dopiero minimalizm z prawdziwego zdarzenia 🙂

W telegraficznym skrócie: w mojej pielęgnacji stawiam głównie na nawilżanie i silną okluzję. Nie mam problemu z „zapychaniem” porów, a mocne oczyszczanie nie jest dla mnie zbyt często mile widziane, jedynie od czasu do czasu.

jakie kosmetyki dla suchej skóry?

Rutyna poranna

Od razu uprzedzam – za wiele tu się nie dzieje. Nie zaliczam się do porannych ptaszków i czynności poranne ograniczam do minimum. Żelaznym punktem jest łagodne oczyszczenie twarzy poprzez przetarcie twarzy płatkiem kosmetycznym nasączonym tonikiem. Chodzi jedynie o odświeżenie buzi, ale bez pozbawiania jej warstwy ochronnej. Oczyszczanie rano i wieczorem bardzo mi nie służyło, od kiedy zrezygnowałam z porannego mycia jest o wiele lepiej.

Sklepowe toniki, które sprawdziły się do tej pory:

Latem nakładam jeszcze lekki krem z mineralnym filtrem i puder mineralny z filtrem, lub sam puder/sam krem, w zależności od potrzeb i czasu. Zimą raczej zabezpieczam skórę jakimś lekkim olejem, zwłaszcza suche policzki.

Makijaż na co dzień ograniczam do absolutnego minimum, czyli khol i tusz do rzęs. Często zdarza mi się nie wyrobić czasowo i chodzić całkowicie bez makijażu, nie uważam tego za jakiś przejaw niechlujstwa ;).

demakijaż wrażliwej i suchej cery, gąbeczka konjac, płatek silikonowy

Wieczorna pielęgnacja na bogato

Dzieje się za wieczorem. Pierwszym i niezbędnym krokiem jest demakijaż. Serio – obojętnie, jakbym nie była padnięta, nie wyobrażam sobie pójścia spać w makijażu. W zależności od sił i czasu robię to w następujący sposób:

Wersja codzienna

Zaczynam od namoczenia gąbeczki Konjac w niewielkiej plastikowej miseczce. W międzyczasie, zanim gąbka dostatecznie nasiąknie, na silikonowy płatek do demakijażu nakładam niewielką ilość balsamu myjącego.  Starannie rozprowadzam balsam po twarzy i szyi, aż oleje rozpuszczą makijaż i całodzienne zanieczyszczenia. Następnie na gąbeczkę nakładam minimalną ilość żelu do mycia twarzy i zmywam dokładnie oleje i brud. W tej roli wykorzystywałam również produkty niekoniecznie do twarzy, jak mydła Yope, szampon do włosów z Biolaven (i w tej polubiłam go zdecydowanie bardziej). Nie mam tu póki co jakiegoś faworyta. Aktualnie używam mydła solankowego White Flowers  . Na razie jestem zachwycona, ale muszę go poużywać jeszcze jakieś dwa miesiące, zanim ogłoszę zwycięzcę.

Ewentualnie pozostałości, np. tuszu do rzęs, domywam tonikiem, bądź łagodnym płynem micelarnym.

Wersja błyskawiczna na leniwca

Jeśli nie mam siły na gimnastykę z gąbeczką i balsamem, sięgam jedynie po dwa produkty. Okolice oczu zmywam delikatnie kremem myjącym z Yves Rocher, gdy wykończę miniaturkę, którą mam, pewnie zastąpię go którymś łagodnym płynem micelarnym. Resztę twarzy myję żelem do twarzy z niewielkimi drobinkami peelingującymi – tutaj sprawdza mi się dobrze żel z Yves Rocher z bambusowymi granulkami . Nie jest to rozwiązanie na co dzień, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi.

Wersja mocno oczyszczająca

Jeśli na wieczór mam zaplanowane dalsze zabiegi pielęgnacyjne typu maseczki, do mojego codziennego makijażu dorzucam mały twist – zamiast zmyć balsam jak co wieczór żelem czy mydłem, nakładam na twarz niewielką ilość savon noir i przez chwilę masuję, łącząc warstwę olejową z mydłem, omijając oczy. Okolice oczu dla bezpieczeństwa oczyszczam jedynie płatkiem z płynem micelarnym. Po chwili zmywam resztę twarzy mokrą gąbeczką Konjac i tutaj UWAGA. Gąbeczka musi bardzo mocno odciśnięta, żeby nic z niej nie ciekło, zwłaszcza jeśli manipulujemy nią nad oczami. Savon noir + oko = płacz i zgrzytanie zębów.

Po takim zabiegu skóra tak oczyszczona, że aż piszczy i wchłania jak gąbka wszelkie produkty. Na takie mocne oczyszczanie pozwalam sobie max 1 – 2 razy w miesiącu, w przeciwnym razie efekt zaczyna być odwrotny od zamierzonego i łatwo o podrażnienia.

O dalszych krokach, akcesoriach i nawilżaniu następnym razem, bo zorientowałam się właśnie, że post rozrósł się w sposób niekontrolowany i nikt nie będzie w stanie dobrnąć do końca 😉 Druga część wpisu tutaj

Jak wygląda wasz wieczorny rytuał?

%d bloggers like this: